Charakter: dlaczego china porównuje się do kota

Porównanie do kota nie jest ozdobnikiem redakcyjnym, lecz najkrótszym sposobem opisania obserwowanego zachowania. Chin często myje się przednią łapą, lubi wysokie punkty obserwacyjne — oparcie kanapy, parapet, podłokietnik — i sam wybiera moment na kontakt, zamiast dopominać się o uwagę. Wzorce opisują to powściągliwiej: FCI charakteryzuje temperament jako „inteligentny, łagodny i miły”, tekst brytyjski mówi o usposobieniu „wesołym, szczęśliwym, delikatnym i dobrodusznym”, a amerykański dodaje kluczowe uściślenie: wrażliwy i przywiązany do swoich, lecz powściągliwy wobec obcych i w nowych okolicznościach.
Ta powściągliwość to ważny szczegół praktyczny. Chin nie jest lękliwy w sensie klinicznym (lękliwość FCI zalicza do wad), ale nie rozdaje sympatii nieznajomym i źle znosi bezceremonialność. Z tego samego korzenia wyrasta owa poprawka we wzorcu amerykańskim o oglądaniu zębów.
Głos rasa podaje rzadko — to jeden z najcichszych psów wśród ras małych. Ma to jednak drugą stronę, o której warto pamiętać po rozdziale o oddychaniu: u psa cichego każdy nowy, stały dźwięk — sapanie, charczenie, świst przy wdechu — zasługuje na wizytę u lekarza, a nie na rozczulenie.
Szkolenie: krótko, cicho i bez krzyku
Chin uczy się świetnie, ale nie przez mechaniczne powtarzanie. Długie, jednakowe serie komend go nudzą i zamiast stawiać opór, po prostu przestaje brać udział. Formatem, który działa, jest kilka bardzo krótkich sesji dziennie, każda po kilka minut, z częstą zmianą zadań i nagrodą za każdy sukces.
Krzyk i przymus fizyczny na tej rasie nie działają w sensie dosłownym: pies zamyka się w sobie i przerywa współpracę, a odbudowa zaufania trwa dłużej niż nauczenie komendy od zera. Wzmocnienie pozytywne nie jest tu ideologią, lecz jedyną metodą dającą efekt.
Dwóch rzeczy trzeba nauczyć koniecznie. Pierwsza to pewny powrót na zawołanie: mały pies na ulicy porusza się szybko i nieprzewidywalnie. Druga to spokojne znoszenie oglądania pyska, oczu i jamy ustnej. Dla rasy, którą czekają regularne badania oczu i prawdopodobnie wizyty u stomatologa, nie jest to sztuczka, lecz obniżenie stresu na lata naprzód. Wzorzec amerykański, proszący sędziów, by nie zaglądali chinowi do pyska samodzielnie, dobrze pokazuje, jak wrodzona jest to cecha — i jak bardzo warto ją złagodzić wczesnym przyzwyczajeniem.
Socjalizację zaczyna się wcześnie i w dawkach: chinowi potrzebne jest doświadczenie nowych miejsc i ludzi, ale bez przemocy i bez „niech wszyscy pogłaszczą”.


